Szukaj
Z nauczania Kościoła
Wyższe Seminarium Duchowne Archidiecezji Częstochowskiej w Częstochowie zaprasza do składania ofert na Inspektora Nadzoru przedsięwzięcia pt.: „Termomodernizacja w Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Częstochowskiej” – umowa nr 204/2019/Wn12/OA-TR-ku/D z dnia 24.07.2019 r. finansowanego z dotacji programu priorytetowego nr 3.1.2 „Poprawa jakości powietrza Część 2) Zmniejszenie zużycia energii w budownictwie”. Poniżej została przedstawiona szczegółowa treść Zapytania ofertowego. Dodatkowo, informujemy, iż niniejsza treść zapytania w wersji papierowej jest dostępna w Kancelarii Seminarium pod...
Wyższe SeminariumDuchowne Archidiecezji Częstochowskiej w Częstochowie zaprasza do składania ofert na realizację prac budowlanych w ramach zadania pt.: „Termomodernizacja w Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Częstochowskiej” – umowa nr 204/2019/Wn12/OA-TR-ku/D z dnia 24.07.2019 r.finansowanego z dotacji programu priorytetowego nr 3.1.2 „Poprawa jakości powietrza Część 2) Zmniejszenie zużycia energii w budownictwie”. Poniżej została przedstawiona szczegółowa treść Zapytania ofertowego. Dodatkowo, informujemy, iż niniejsza treść zapytania w wersji papierowej jest dostępna w Kancelarii Seminarium...
Nasze konto bankowe

PKO BP S.A. Oddział I w Częstochowie

ul. Kościuszki 2a      
42-200 Częstochowa

11 1020 1664 0000 3802 0116 5612

Kuria Metropolitalna w Częstochowie

 

Kuria.jpg

Caritas Archidiecezji Częstochowskiej

unnamed.jpg

Czy choroba to kara Boska?

Nie, choroba to nie kara Boska! Choć niejednokrotnie słyszymy takie spontaniczne tłumaczenia z ust katolika, nawet kapłana. Jest to błędny stereotyp występujący w świadomości wielu ludzi. Choć przekonanie, jakoby choroba była karą za grzechy, stanowi wątek niektórych fragmentów ST, np.: Odwróć ode mnie Twe ciosy: ginę pod uderzeniem Twej ręki. Za winę chłoszczesz człowieka karaniem (PS 39,11);  Chorowali na skutek swoich grzesznych czynów i nędzę cierpieli przez swoje występki (PS 107,17). Jednak ST zna również inne próby wyjaśnienia choroby i cierpienia (przykład sprawiedliwego Hioba czy Tobiasza).

 Bóg nie jest Tyranem ani Mścicielem, który traktuje człowieka jako królika doświadczalnego swoich kaprysów. Bóg jest Miłością! Kocha nas i chce naszego dobra. Wszak jesteśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo. Bóg pragnie być naszym lekarzem (zob. Wj 15,25). Ojcowską troskę o chorych potwierdził najbardziej w osobie Syna Bożego. Jezus wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby (Mt 8,17). Misja Jezusa i liczne uzdrowienia, których dokonał stanowią niepodważalny argument, jak bardzo Bóg troszczy się także o cielesne życie człowieka.

Choroba jest fizycznym złem, brakiem zdrowia. Niesie ze sobą ból i cierpienie. W sensie ścisłym dotyczy ona ciała lub psychiki; w sensie szerokim, ze względu na substancjalną jedność duszy i ciała, mówimy także o „chorobach duszy”. Definicja choroby należy do nauk medycznych. Dla chrześcijanina jednak doświadczenie choroby jest zarazem próbą natury moralnej i duchowej, wyzwaniem do „odczytania” nowej bolesnej sytuacji w optyce wiary. Stanowi ona czas Bożego nawiedzenia, dany po to, ażeby rodzić uczynki miłości bliźniego (Salvifici doloris 30). Na doczesne krzyże chorób trzeba spróbować patrzeć po Bożemu, w perspektywie zbawczej, w perspektywie wieczności. Bowiem doczesna pomyślność (zdrowie) nie jest ostatecznym celem i dobrem człowieka. Bóg powołał nas do wiecznego życia, do nieba, gdzie śmierci już odtąd nie będzie, ani żałoby, ni krzyku, ni trudu (Ap 21,4).

Skąd wzięły się choroby?

Choroby związane są integralnie z kondycją człowieka po rajskim upadku naszych Prarodziców, czyli po tzw. grzechu pierworodnym. Bóg stwarzał świat z miłości. Każde dzieło, wychodzące ze stwórczych rąk Boga było dobre, zaś człowiek (korona stworzenia) uzyskał wyjątkowy status dzieła bardzo dobrego (Rdz 1,31). Stwórca nie powołał do istnienia człowieka z defektem choroby.

Biblijny raj stał się miejscem pierwotnego stanu szczęścia, a zarazem pierwszego buntu (grzechu) wobec Boga, z jego bolesnymi konsekwencjami. Był to wolny wybór człowieka, który uległ pokusie szatana. Pierwsi rodzice Adam (z hebr. adamah – ziemia; człowiek ziemi) i Ewa (z hebr. chawwa – budząca życie) są symbolem każdego człowieka żyjącego na ziemi. Człowiek po grzechu rajskim napiętnowany jest przez stan natury upadłej (status naturae lapsae), którego konsekwencją jest dysharmonia relacji z Bogiem, z drugim człowiekiem, ze światem przyrody, z samym sobą. Skutkiem sprzeciwu wobec Boga było pojawienie się zła w świecie. W sensie biblijnym złem jest również choroba, która na stałe wpisała się w los człowieka: jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi (Rz 5,12). Niektóre choroby są zwykłym następstwem życia człowieka w grzechu, jak np. AIDS, pochodna rozwiązłości seksualnej.

Dlaczego cierpią dzieci - istoty niewinne?

Ostatecznie problem cierpienia zawsze pozostanie pytaniem bez adekwatnej ludzkiej odpowiedzi. Szczególne emocje wzbudza zawsze problematyka cierpienia czy kalectwa małych, niewinnych dzieci. Często słychać wówczas zarzut: „Co na to Bóg?”; „Jak Bóg może na to pozwolić?” Spotkanie z cierpieniem może doprowadzić zarówno do ateizmu, jak i do świętości. Cierpienie niewinnych pozostaje atutową kartą szatana, który chce przekonać człowieka, że Bóg wcale nie jest Miłującym swoje dzieci Ojcem.

Trudno mieć pretensje o to, że niektórych ludzi cierpienie przerasta, staje się „niemym krzykiem” rozpaczy, buntem wobec ludzi, świata i Boga, dramatem nie do zniesienia. Jednak może warto odczytać głębszy sens cierpienia w duchu chrześcijańskim.

Otóż tylko „oczami wiary” można odkryć prawdę, iż w każdym cierpieniu człowieka obecny jest Bóg, który współcierpi z nami i w nas. W Chrystusie Bóg nie wyjaśniał cierpienia, po prostu wziął je na siebie. Jezus cierpiał niewinnie. W tym sensie nawet najbardziej bezsensowne i niewinne cierpienie staje się drogą zbawienia. Francuski myśliciel A. Gide mawiał: Istnieją takie bramy, które otworzyć może jedynie cierpienie.

Definitywny kres traktowaniu cierpienia niewinnych jako kary za grzechy przodków kładzie Jezus. Apostołowie ujrzeli ślepca i zapytali: Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice? Jezus odrzekł: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże (J 9,2 n). Czyli cierpienie nie ma ostatniego słowa. Ostatnie słowo należy do Boga. Sądzę bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić (Rz 8,18). Po Wielkim Piątku następuje Wielkanoc, po śmierci następuje zmartwychwstanie. Cierpienie często przeszkadza rozumieć Boga, lecz bez Boga byłoby ono bez reszty absurdalne.


Czy cierpienie jest komuś potrzebne?

Potrzebę cierpienia należałoby połączyć z tajemnicą Mistycznego Ciała Chrystusa, jakim jest Kościół. Takiej wskazówki udziela nam św. Paweł Apostoł pisząc w Liście do Kolosan: Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół (1,24). Nie cierpi się dla samego cierpienia. W tym kontekście cierpienie chrześcijanina najbardziej upodabnia go do Chrystusa i służy Kościołowi. Stanowi najowocniejszą partycypację w dziele zbawczym, jest łaską, charyzmatem: Chrystus również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami (1P 2,20). „Skandal” krzyża najbardziej tłumaczy „skandal” i potrzebę cierpienia. Jeśli zatem ktoś dźwiga na sobie „krzyż cierpienia” ma prawo do wewnętrznej walki, podobnie jak Chrystus zmagał się aż do krwawego potu w Ogrodzie Oliwnym: Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty (Mt 26,39).

Czasem też - choć brzmi to paradoksalnie - cierpienie potrzebne jest samemu człowiekowi dla jego nawrócenia, zmiany życia. Jezus upominał uzdrowionego przy sadzawce Betesda: Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło (J 5,14). Niekiedy dopiero cierpienie otwiera oczy. Cierpienie mija, ale to, co się przecierpiało, pozostawia ślad. Wskutek cierpienia coś się w człowieku może zmienić i wykrystalizować. Staje się on wówczas mniej egoistyczny, bardziej wrażliwy na drugich. Potem, z perspektywy czasu, może powiedzieć: to przyjęte i duchowo rozświetlone cierpienie miało sens. Niekiedy cierpienie jest drogą powrotu do Boga, do Kościoła, do wiary.

Dlaczego Bóg pozwolił „tsunami” zebrać tak ogromne żniwo  śmierci ponad 200 tys. ludzi?

Tak, wobec dramatu milionów ludzi dotkniętych przez „tsunami” na wyspach i u wybrzeży Oceanu Indyjskiego stajemy zszokowani (na szczęście jednak nie obojętni, bo wielu ludzi na całym świecie śpieszy z solidarną pomocą). Zdaniem niektórych tragedia ta oskarża Boga: dlaczego Bóg milczał?

W związku z tym można postawić pytanie: dlaczego Bóg nie interweniował w chwili ukrzyżowania Jezusa, który modlił się słowami psalmu: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (Mk 15, 34). Odpowiedź Boga przychodzi, ale później - jest nią Zmartwychwstanie. Nie wiemy, kiedy Bóg przełamuje swoje milczenie w stosunku do człowieka. Może czasem bardzo późno, a może wcale nie na tej ziemi. Nie mamy możliwości takiej weryfikacji. Często ludzie odchodzą z tego świata zrozpaczeni, jak ci z katastrofy „tsunami”.

Bóg nie jest i nie może być źródłem takich kataklizmów. Jako jedyny jest z samej swojej natury Dobrem Najwyższym. Ich przyczyną jest sama natura, rządzona prawami biologicznymi - czasem piękna i dobra, a czasem ślepa i okrutna. Chociaż przyczyny tej tragedii były naturalne, to nic na świecie nie dzieje się bez zezwolenia Boga. Dlaczego zatem Bóg „dopuścił” do tej katastrofy, kojarzonej z biblijnym potopem?

Być może dla opamiętania! Rejon południowo-wschodniej Azji słynie z uprawianej na skalę przemysłową prostytucji (również dziecięcej). Tysiące seks-turystów, zwłaszcza z Europy, żeruje na biedzie, bezbronności i urodzie tamtejszych kobiet, młodzieży i dzieci. Za euro mogą tam kupić każdą przyjemność i zaspokoić każdą żądzę. Tamte tereny nazywane są krainą panseksualizmu, współczesną Sodomą i Gomorą, gdyż koncentruje się tam bezbożność i perwersja. Być może fale „tsunami” miały obmyć to, co „nie-święte” i antyludzkie?



ks. dr Arkadiusz Olczyk

Teolog moralista